Tesla Model S stała się bohaterem niezwykłego testu autonomicznej jazdy: samochód z aktywowanym pakietem Full Self-Driving (FSD) pokonał trasę z Los Angeles do Nowego Jorku bez interwencji kierowcy. Łącznie podróż trwała 58 godzin i 22 minuty, włączając w to ponad 10 godzin ładowania na stacjach po drodze.
Pomimo rekordu należy podkreślić, że system wciąż jest klasyfikowany jako SAE Level 2 autonomii, co oznacza, że kierowca musi być gotowy do przejęcia kontroli w dowolnym momencie, a systemu nie można nazwać w pełni autonomicznym.
W ramach testu samochód zmierzył się z realnymi trudnościami na drodze: śnieg, intensywne opady i dodatkowe przeszkody na trasie nie tylko spowolniły jazdę, ale także postawiły pod znakiem zapytania stabilność systemów autonomicznych. Średnia prędkość wyniosła około 64 mph (~103 km/h), co jest wynikiem niższym niż w poprzednich rekordowych próbach, ale mimo to godnym uwagi dla samochodu elektrycznego wymagającego przerw na ładowanie.
W trakcie przejazdu doszło do znamiennego epizodu: jeden z członków zespołu opuścił samochód podczas postoju, po czym Tesla Model S kontynuowała jazdę samodzielnie. Auto podążało wyznaczoną trasą pod kontrolą systemu Full Self-Driving bez człowieka za kierownicą i bez jakiejkolwiek ingerencji w proces prowadzenia, co stało się jednym z kluczowych momentów testu.
Tesla kontynuuje dopracowywanie systemów autonomii i, zgodnie z zapowiedziami firmy, dąży do poziomu Level 4/5 (praktyczna autonomia bez kierowcy). Praktyka pokazuje jednak, że droga do tego poziomu jest daleka: obecny system wymaga czujnej obserwacji i regularnej kontroli ze strony człowieka. Na razie takie osiągnięcia, jak opisany przejazd, służą raczej jako potwierdzenie postępu w algorytmach wspomagania kierowcy, niż jako pełnoprawny dowód na autonomiczną przyszłość.