Polestar kontynuuje eksperymenty, a nowy Polestar 4 stał się najśmielszym krokiem firmy: crossover po prostu nie ma tylnej szyby. Zamiast tradycyjnego szkła jest pełny panel i kamera na dachu, która transmituje obraz na „lusterko” w kabinie. Pomysł wygląda futurystycznie, ale pierwsze testy wykazały, że nie wszystkim ten format przypadł do gustu.
Producent tłumaczy decyzję prosto: jeśli usunie się szybę, można stworzyć bardziej przestronną kabinę i zainstalować ogromny panoramiczny dach, dodając powietrza i światła. W rzeczywistości to rzeczywiście stwarza wrażenie dużej, czystej przestrzeni. Przednia część wnętrza również cieszy: materiały premium, nowoczesny minimalizm i duży wyświetlacz wyglądają solidnie.
Jednak kamera zamiast prawdziwej szyby wywołała wiele kontrowersji. Przy dobrej pogodzie system pokazuje wyraźny obraz, ale gdy zaczyna padać deszcz lub śnieg – widoczność pogarsza się. Niektórzy kierowcy czują się nieswojo, orientując się wyłącznie na ekranie: trudno ocenić odległość do samochodów z tyłu, zwłaszcza w miejskich korkach. Inni zauważają, że brak „żywego” okna tworzy poczucie zamknięcia – jakby siedziało się w kapsule.
Z technicznego punktu widzenia Polestar 4 również jest niezwykły. Jest dostępny w dwóch wariantach: z jednym silnikiem i napędem na tył o mocy 272 KM oraz z dwoma silnikami i napędem na wszystkie koła o mocy 544 KM, oba wykorzystują dużą baterię 94 kWh. Co do dynamiki i komfortu, prawie nie ma zastrzeżeń: samochód prowadzi się pewnie, cicho i na poziomie premium.
Ogólnie jednak reakcja testerów sprowadza się do jednego: Polestar 4 to świetny, nowoczesny samochód elektryczny, ale jego rezygnacja z tylnej szyby to rozwiązanie dla koneserów.